Troska o pluszcze

Przez około 3-4 godziny w czerwcu obserwowałem jak pluszcze czyli mama i tata karmiły swoje pociechy lub pociechę w gnieździe zawieszonym nad strumieniem.
Pierwszy raz widziałem jak to robią przynajmniej w tym wypadku. Swoim lotem, zachowaniem przypominały nikogo inne jak kolibry.


Zawieszały swój lot w powietrzu na kilka chwil, kiedy to przekazywały ze swoich dziobków pożywienie maluchom. Zdarzały się sytuacje kiedy to oboje w jednym momencie próbowały dostarczyć „paliwa” dzieciakom, ale nie mieszcząc się w wejściu do gniazda jedno z nich musiało rezygnować, niekiedy lądując w wartkim strumieniu. O dziwo potok nie zabierał drobniutkich ciał ze swoim nurtem. Za chwile pojawiała się sylwetka rodzica, który wzlatywał i przekazywał pokarm do dziobów.

Zauważyłem, że za każdym razem rodzic niosący pokarm podlatywał pod gniazdo – raz dalej 4-5 metrów a niekiedy 1-2 m, ale nigdy od razu do gniazda. Chwilkę zastanawiał się, rozglądał przykucając co chwilkę swoim zwyczajem czy ktoś nie widzi i nie będzie zagrożeniem. Następnie wolniejszym lotem jak śmigłowiec transportowy (w innych sytuacjach pluszcz lata szybko) podlatywał od dołu gniazda dokładnie kierując się pod paszcze maleństw. Kilka chwil i nurkowym lotem nad strumieniem oddalał się po następne kęski białka.

W jednym z momentów tej troski rodzicielskiej zauważyłem ciekawą na wzór ludzi sytuację. Jeden z rodziców – przypuszczam że ojciec – siadł sobie na konarze drewna zanurzonym w potoku i przez chwilkę jakby zapomniał, że ma potomstwo. A to sobie przykucał, to za chwilę czyścił piórka i namaszczał je , to znów jakby sobie drzemał na co wskazywały białe zamknięte „powieki”. Naglę nadlatuje drugi z pluszczy z jazgotem, siada obok coś tam gada do współmałżonka i odlatuje z wrzaskiem – jak to u kobiet w świecie ludzkim. Przestraszony samiec podrywa się i już nurkuje po następne owady. Niezapomniana chwila i być może ostatni raz widziałem coś takiego.

Trudno opisać co się czuje oglądając te wszystkie podejścia do gniazda, te polowania, nurkowania. Niesamowite uczucie, które nakazuje jutro rano ruszyć w to samo miejsce i sprawdzić czy młode nie wyjdą z gniazda.

Robert Urbański

Dodaj komentarz