Dwa dni na Hali Gąsienicowej
Korzystając z gościnności kierownika Betlejemki na Hali Gąsienicowej dałem się namówić Grzegorzowi Bobrowiczowi na dwudniowy wypad w tę część Tatr. Jesienna pogoda to czas na klimatyczne zdjęcia. Dwa dni to bardzo udany wypad za co dziękuje swojej żonie – wie dlaczego.
Oprócz wrażeń widokowych były wrażenia związane ze stworzeniami jakimi są niedźwiedzie. Bardziej liczyłem spotkać jelenie, które podczas rykowisk miały chadzać przez Halę Gąsienicową. Nie dopisały. Niedźwiadki jak najbardziej. Jednego dnia pojedyncza sztuka przemierzała kosówkę i wcinała borówki a następnego dnia widzieliśmy z Grzegorzem Samice z dwoma - chyba dwulatkami – i samca. Pogoda raczej nie sprzyjająca i znaczna odległość nie pozwoliły na idealne technicznie zdjęcia. To nie jest zmartwienie. Spotkanie tych stworzeń na łonie natury to coś niesamowitego, czego się nie zapomina.
Wcześniej z Grzegorzem byliśmy na Kondratowej jedną noc, kilka wyjść na byki bez większych rezultatów skłoniła nas na zmianę miejsca tym bardziej, że spotykani ludzie cały czas mówili o niedźwiedziach w stronach Hali Gąsienicowej i Karbu.
Grzegorz udał się tam na noc ja dotarłem następnego dnia.
W sobotę około 13.00 ruszyłem przez Dolinę Jaworzynki z wyposażeniem w stronę Hali. Dwugodzinny marsz dał wycisk. Po drodze nasluchiwałem i wypatrywałem jeleni. Nic, cisza i brak wizualnie tych stworzeń. Wejście przez Przełęcz Między Kopami na Królową Rówień i widok wprost na góry.
Kilkasetmetrow dalej widać już Betlejemkę, gdzie będę nocował. Mijam leśniczówkę i docieram na miejsce. Kilka wdechów zimnego już powietrza przed wejściem do budynku.
Jestem w środku, rozpakowuję się i po chwili ruszamy na „polowanie”. Grzesiek opowiada o wczorajszym wieczornym spotkaniu ze zwierzem. Idziemy bacznie przeglądając polanki pomiędzy kosówką.
Nagle Grzesiek zatrzymuje się i mówi jest. Idą turyści więc stajemy, coś tam gaworzymy i rozglądamy się. Przeszli, więc szybko sprzęt z plecaków, statywy, konwertery, lufy i strzelamy. Pierwsze fotki niedźwiedzia są. Mimo znacznej odległości wszyscy bacznie obserwowani, którzy znajdują się na szlaku. Widać jak kilka razy niedźwiedź swoim znakomitym nosem bada powietrze. Znika w kosówce i dosłownie za kilka chwil widzimy go całkiem gdzie indziej. Szok. Tak szybko przemieścił się wśród nie lekkich do przejścia kosówek. Widzimy go jeszcze chwilkę i znika nam.
Szczęśliwi wracamy do Betlejemki zahaczając o Murowaniec gdzie kawa, szarlotka i piwko. Wszystko strasznie w cenie.
Teraz Betlejemka i wieczorne posiady …
Jak wspomniałem dzięki uprzejmości kierownika Betlejemki Adriana Koźbiała zanocowałem w warunkach w jakich odpoczywają taternicy wspinający się w Tatrach. Nocleg w Betlejemce to przede wszystkim przywilej wspinających się, kursantów i instruktorów. Kiedy są wolne miejsca można liczyć na przyjęcie co jednak nie jest jakąś pewną rzeczą.
Cena noclegu w tym miejscu to 32 zł na co otrzymujemy paragon i dzięki temu zawsze możemy mieć dokument na potwierdzenie gdzie byliśmy. Skromne warunki uczą pokory. Mieszkasz w jednym wielkim pokoju z innymi, nieznajomymi ludźmi. Trzeba dopasować się do potrzeb innych. Po remoncie Betlejemki dostępne są natrysk, umywalka i kilka toalet. Jednak warunki nadal wg mojej oceny spartańskie. Pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy to jak radzą sobie kobiety, które są na równi z męską częścią składu. Nie ma tutaj dla nich salonów, osobnych łaźni. Muszą to być twarde babki i to nie tylko dlatego, że wspinają się ale, że potrafią przeżyć czasami tydzień w skrajnych warunkach noclegowych.
[nggallery id=10]




